6 czerwca 2017

Powrót do starego domu - Ilona Gołębiewska [RECENZJA]

Przez ostatnie lata czytałam głównie kryminały i literaturę faktu. Prowadzenie bloga zdecydowanie przyniosło mi poszerzenie wachlarza lektur, które trafiają w moje ręce. 
Przypominam sobie moment, wiele lat temu, kiedy ukazał się "Dom nad rozlewiskiem" Małgorzaty Kalicińskiej. Książkę natychmiast kupiłam i przeczytałam z dużą przyjemnością, a teraz po latach dane mi było podobne odczucia przeżywać podczas lektury książki Ilony Gołębiewskiej - "Powrót do starego domu".


Alicja Pniewska dobiega czterdziestki i jest na największym życiowym zakręcie. Jest w trakcie trudnego i bolesnego rozwodu z Pawłem, który już zdążył ułożyć sobie życie w nowym damsko-męskim układzie. Alicja traci dom i dochodową posadę w sektorze bankowym. Nie ma rodziców, rodzeństwa, ani dzieci. Gdyby nie przyjaciółka, Dorota, byłaby sama jak palec, bezbronna i bezdomna. Przyjaciółka nie dość, że zapewnia Alicji dach nad głową, to stara się ją postawić do pionu i zmobilizować do działania i walki o siebie.
Dorota sugeruje wyjazd do rodzinnej miejscowości Alicji, do Pniewa, w którym wciąż stoi stary, drewniany dom. Dom, w którym Alicja spędziła swoje najszczęśliwsze, beztroskie lata, kiedy jako mała dziewczynka mieszkała w nim z ukochanymi dziadkami i rodzicami. I tu zaczyna się dla Alicji nowe otwarcie. Wraca do miejsca, które darzy wielkim sentymentem, które wiąże się dla niej z pięknymi wspomnieniami i pozytywnymi emocjami. Wielu z nas rodzinny dom daje poczucie bezpieczeństwa, dodaje sił i potrafi rozgonić ciemne chmury, który kumulują się w naszych myślach. Na to właśnie liczy bohaterka powieści Ilony Gołębiewskiej.

Sami wywołujemy swój strach, ponieważ nie radzimy sobie z tym, co obce i nieznane. Odwaga to nic innego jak panowanie nad nim. Nigdy nie odkładaj niczego na później, nie uciekaj przed trudnościami, które stawia przed tobą życie. Ucieczka nic nie da, tylko jeszcze bardziej pogłębi twój strach. 

Wyjazd do Pniewa, niewielkiej miejscowości położonej niespełna 100 km od Warszawy, to również znacząca zmiana w takich wymiarach jak: styl życia, koloryt lokalny i relacje społeczne. W małej miejscowości życie toczy się zupełnie innym rytmem, a stosunki między ludźmi mają zupełnie inną jakość i intensywność. Czy taka zmiana pomoże Alicji nabrać sił i zacząć układanie życia na nowo? 
Powrót do rodzinnego domu jest dla niej z jednej strony ambitnym zadaniem przywrócenia go do jego dawnej świetności, a z drugiej zmierzeniem się z samą sobą, odnalezieniem siebie na nowo, swoich marzeń, priorytetów, próbą rozliczenia i pogodzenia z tym, co minione i otwarciem na to, co nowe i inne.

Jakie to życie jest zmienne i nieprzewidywalne! Wystarczy jedna chwila, by to, co uznajemy za stałe, z dnia na dzień gdzieś przepadło.

Trochę wystraszył mnie prolog "Powrotu do starego domu", bo jest według mnie napisany w dość egzaltowany sposób. Ten styl skojarzył mi się z opowieściami, jakie snuła Ania z Zielonego Wzgórza. Siedmiostronicowy wstęp do książki okazał się odbiegać klimatem i językiem od reszty książki, więc moje obawy szybko zostały rozwiane, a całość czytało mi się szybko i bardzo przyjemnie. Gdzieniegdzie fabuła jest posypana cukrem pudrem, ale nie wspominam o tym w kontekście zarzutu wobec książki, ponieważ oczywiste jest dla mnie, że ta powieść ma dodawać otuchy i napełniać nadzieją na lepsze jutro. 



Ilona Gołębiewska stworzyła opowieść między innymi o dysonansie pomiędzy tym, co mamy, a tym, co chcielibyśmy mieć. Jedni dostają od życia tak niewiele z tego, czego potrzebują. Inni wydawałoby się, że mają wszystko, co jest potrzebne do szczęścia, a i tak, nie doceniając swojego życia, poszukują i potrafią zniszczyć to, co mają cennego. To również powieść o sile, jaka jest w nas i tej, którą czerpiemy od innych: przyjaciół, rodziny, znajomych. Można walczyć w pojedynkę, ale pięknie, gdy obok są ludzie, którzy otoczą troską, wskażą inny kierunek i potrząsną nami wtedy, gdy jest taka konieczność.

"Powrót do starego domu" wypełnia myśl o tym jak mocno wpływa na nas nasze dzieciństwo, miejsca, emocje i ludzie, które wtedy stanowiły cały świat. Jeżeli były to lata szczęśliwe, mogą stanowić bezpieczną przystań w niejednokrotnie trudnym i bolesnym życiu dorosłym. To, co piękne w przeszłości, a przywołane w teraźniejszości, czy to we wspomnieniach, spotkaniach czy realnej podróży do dawnych miejsc, może dodawać energii i sił, pobudzić do działania i ułatwić zmiany. Siła jest nie tylko w nas, ale również w tym, czym się otaczamy. 
Autorka odmalowała nie tylko pozytywne barwy przeszłości, bo z drugiej strony pokazuje, że nasza historia może również być hamulcem i stanowić blokadę przed szczęściem i układaniem swojego życia bez obciążeń (za które często w ogóle nie jest się odpowiedzialnym).

Wspomnienie rodzinnego domu i osób, które go tworzyły, jest naszym drogowskazem na dorosłe życie.

Inną determinantą stanu ducha i wewnętrznej siły, którą widzę uwypukloną w powieści Ilony Gołębiewskiej, jest tkanka rodzinna. I nie musi to być rodzina, którą łączą więzy krwi. Wspólnota i bliskość może wytworzyć się między sąsiadami, zwłaszcza w mniejszych społecznościach. Tak, jak we wspomnianym przeze mnie na początku tego tekstu "Domu nad rozlewiskiem". I w "Powrocie do starego domu" Alicja w Pniewie znajduje nowych przyjaciół, ludzi życzliwych, którzy dają jej poczucie, że jej los nie jest im obojętny i że nie jest sama. A to świetne warunki do zdefiniowania na nowo swoich priorytetów, marzeń i planów i odbudowania poczucia własnej wartości.

Rodzina to wielki skarb. Najczęściej wie o tym ktoś, kto jej nie miał lub kto ją stracił. 

Wiedząc, że "Powrót do starego domu" rozpoczyna trylogię, obawiałam się, że zakończenie pozostawi mnie w dużym zawieszeniu, z mnóstwem irytujących znaków zapytania. Tu autorka zaskoczyła mnie pozytywnie, bo koniec pierwszej części jest łagodny, zaspokajający napilniejsze pytania, ale jednocześnie wzbudzający ciekawość, co stanie się dalej. Polubiłam Alicję i innych bohaterów wykreowanych przez Ilonę Gołębiewską, więc z przyjemnością przeczytam kontynuację.
Autorka dobrze operuje słowami, kreśli ciekawe, pełne ciepła postacie, tworzy klimat, który otula czytelnika jak koc w jesienny wieczór. Taka lektura to czysty relaks. Sprawia, że samemu chce się powspominać piękne chwile i pomarzyć o przyszłości.

Każda noc, każdy zły czas, złe wydarzenia i źli ludzie są po to, by przynieść nam nowy dzień, czyli nowe nadzieje, nowe szanse, nową miłość i ludzi, dla których będziemy całym światem. 

Na pochwałę zasługuje również wydawca książki, który według mnie świetnie się spisał nie tylko piękną, klimatyczną okładką tej książki, ale również dbałością w przygotowaniu tekstu. Mam oko do wyszukiwania błędów, a w "Powrocie do starego domu" żadnego nie znalazłam. To w sumie nic nadzwyczajnego, ale niestety obecnie większość książek zawiera błędy, głównie literówki. W mniejszej lub większej liczbie, ale stały się już powszechne w książkach różnych, nawet szacownych wydawnictw. Summa summarum Wydawnictwo Muza normalnie, czyli porządnie i rzetelnie zajęło się tekstem, a wobec aktualnych realiów jest to warte odnotowania. 




 Za możliwość lektury dziękuję
Autorce oraz wydawnictwu:




Jak podoba się Wam taka literatura?
A może już jesteście po lekturze?

13 komentarzy:

  1. Brzmi naprawdę fajnie - jak ciekawa lektura na leniwe, niedzielne popołudnie. Chociaż właściwie nie przepadam za literaturą obyczajową, ale czasem sięgam po nią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak. Na leniwe niedzielne popołudnie będzie jak znalazł :-).

      Usuń
  2. Już od jakiegoś czasu zerkam na tę książkę, a Twoja recenzja dodatkowo mnie zachęciła. Chyba wkrótce przeczytam:) Teraz mam właśnie fazę na takie lekkie, ciepłe, optymistyczne książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz taką fazę, to myślę, że warto sięgnąć również i po ten tytuł :-).

      Usuń
  3. Aż muszę przeczytać. Twoje recenzja mnie skutecznie do tej książki zachęciła :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :-). Mam nadzieję, że będzie Ci się przyjemnie czytało.

      Usuń
  4. Chętnie sięgnę po tą książkę - potrzebuje czegoś lekkiego do czytania, bo ostatnio kryminały coś mi nie wchodzą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to będzie miła odmiana :-)

      Usuń
  5. Ta recenzja jest bardzo zachęcająca! Chętnie bym przeczytała tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli przeczytasz, mam nadzieję że nie zawiedziesz się moją opinią :-).

      Usuń
  6. To typ powieści, po który czasem lubię sięgać - tak dla odmiany od fantastyki czy kryminałów. Dobrze jest przeczytać taką lekturę i dodać sobie życiowej siły. Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zrobić sobie czasem taki przerywnik ;-).

      Usuń
  7. To typ powieści, po który czasem lubię sięgać - tak dla odmiany od fantastyki czy kryminałów. Dobrze jest przeczytać taką lekturę i dodać sobie życiowej siły. Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na blogu "Zaczytana do samego rana". Będę bardzo wdzięczna za pozostawienie śladu Twoich odwiedzin. Podziel się swoimi wrażeniami i refleksjami, stosując się do zasad netykiety. Spam oraz treści obraźliwe będą usuwane.