28 kwietnia 2017

Ani żadnej rzeczy - S. M. Borowiecky [RECENZJA]

Pamiętacie szał, jaki kilka lat temu zapanował po wydaniu "Kodu Leonarda da Vinci" Dana Browna? Ja pamiętam go doskonale. Dałam się delikatnie wciągnąć, ale tylko w szaleństwo lektury. Film obejrzałam z niesmakiem, pomimo mojego uwielbienia dla Toma Hanksa. Przeczytałam "Kod...", potem "Anioły i demony" i może jeszcze 1-2 tytuły innych autorów powstałe w tej konwencji. 
Po latach wróciłam do tego nurtu poprzez lekturę polskiej książki "Ani żadnej rzeczy" S.M. Borowiecky. 


25 kwietnia 2017

"Złote spinki Jeffreya Banksa" - Marcin Brzostowski [RECENZJA]

Spośród wielu korzyści, jakie przynosi mi prowadzenie bloga o książkach, jedną z najmilszych jest poznawanie książek i autorów, których mogłabym nie spotkać, wybierając lektury jedynie w szerokiej dystrybucji. 
W mojej ręce wpadła niezbyt gruba, za to przyjemna lektura, która wyszła spod palców Marcina Brzostowskiego. 



Przyjemna nie w znaczeniu sielankowej opowieści, w której słonko grzeje, a ptaszki wesoło ćwierkają ;-). Używając takiego określenia, miałam na myśli książkę lekko i sprawnie napisaną, z ciekawą, wciągającą fabułą. A jest ona daleka od sielanki. "Złote spinki Jeffreya Banksa" to gangsterska komedia kryminalna w brytyjskim sosie. 

Frankie Turbo jest prawą ręką bossa londyńskiego półświatka, Ezekiela Horna znanego pod pseudonimem Oxford (swoją drogą bardzo dystyngowana ksywka). 
Frankie, na zlecenie szefa, ma przetransportować bardzo wartościową przesyłkę. Niestety ta arcyważna misja zostaje przerwana... przez policję. I cały plan idzie w łeb. Oxfordowi zależy na uwolnieniu swojego podwładnego, a jeszcze bardziej na odzyskaniu tej przesyłki. 
Sytuację komplikuje boss konkurencyjnego gangu - niejaki Krwawy Siergiej. 
W rozwikłaniu kłopotliwej sytuacji Oxforda pomocna może okazać się pewna prostytutka, Piękna Sara Lou, oraz miłość do klubu piłkarskiego Chelsea. 
W całej gangsterskiej układance nie mogło zabraknąć miejsca dla tytułowego Jeffreya Banksa. Ten należy do zupełnie innego świata, bo jest ministrem spraw wewnętrznych. Obraca się w wyższych sferach, ale zajmuje szczególne miejsce w przebiegu fabuły. A jakie? Musicie sprawdzić sami. 
No i jest posiadaczem złotych spinek o dość intrygującym pochodzeniu. 

Pióro Marcina Brzostowskiego bardzo mi odpowiada. Lekko i sprawnie prowadzi narrację i tworzy ciekawe dialogi. Bohaterowie są różnorodni i świetnie nakreśleni. Podczas lektury intensywnie wyobrażałam sobie wygląd postaci i nieźle się przy tym bawiłam, biorąc pod uwagę ich komediowy charakter. Szczególnie wyraźnie wizualizował mi się teść Jeffreya Banksa. Obwieszony medalami, emerytowany admirał, który w skórze bohatera narodowego skrywa pokręconego dziadka, nasuwał mi obraz Lloyda Bridgesa w wydaniu z filmu "Hot shots". 

Ta postać to nie jedyny element rozweselający podczas lektury. Najbardziej ubawiła mnie historia poznania Jeffreya Banksa z jego żoną. Kiedy o tym czytałam, nie mogłam powstrzymać się od głośnego śmiechu. Dobrze, że byłam wtedy w domu, a nie jakimś miejscu publicznym. 

"Złote spinki Jeffreya Banksa" dzieją się w Wielkiej Brytanii i muszę Wam powiedzieć, że angielski klimat jest wyczuwalny i wyraźny. Nie robiłam dochodzenia i nie wiem, czy autor mieszka lub mieszkał w Anglii, ale wybornie udało mu się odtworzyć tę atmosferę, zarówno w narracji, jak i dialogach. Ale obyło się bez angielskiej flegmy ;-). 

To lekka i odprężająca lektura, która udowadnia, że Marcin Brzostowski ma naprawdę dobre pióro. Pisze w ciekawy i łatwy w odbiorze sposób. 
Ale jedno zastrzeżenie mam i nie zawaham się go wyrazić. Za mało! Za krótko! Ta niespełna 140-stronicowa opowieść jest jakby skondensowaną wersją tej opowieści. Z takimi umiejętnościami autor mógł napisać dużo więcej, bardziej rozbudować fabułę i tym samym wydłużyć czytelnikowi przyjemność czytania. 


Za możliwość lektury dziękuję Autorowi.


Znacie którąś z publikacji Marcina Brzostowskiego?
Co myślicie o "Złotych spinach Jeffreya Banksa"?

20 kwietnia 2017

Konkurs na żonę - Beata Majewska [ZAPOWIEDŹ]


10 maja premierę będzie miała powieść "Konkurs na żonę" Beaty Majewskiej. Wielu czytelników zna autorkę z wcześniejszych publikacji wydanych pod pseudonimem Augusta Docher. 
Już niebawem będziecie mogli przeczytać u mnie recenzję przedpremierową :-). 

13 kwietnia 2017

"Niepełka" - Dorota Schrammek. [O, matko... i córko! Czyli recenzja matki i zaczytanej 11-latki]



Do tej pory pisałyśmy z córką o książkach dziecięcych, a z drugiej strony o tych dorosłych. Tym razem zabrałyśmy się za książkę, która skierowana jest do czytelników mniej więcej w wieku mojej córki.