25 października 2016

Słów kilka o premierze "Harry Potter i przeklęte dziecko" okraszonych zdjęciami.

W nocy z 21 na 22 października miała miejsce jedna z najgorętszych premier książkowych od lat. Oczekiwania i emocje sięgały niemal zenitu. Fani Harry'ego Pottera mieli poznać dalsze losy swoich ukochanych bohaterów.


Ja kilkanaście lat temu rozpoczęłam przygodę z serią J.K. Rowling i trwa ona do dziś. Przez ten czas dwukrotnie przeczytałam wszystkie tomy, po kilku latach oporu obejrzałam filmową adaptację i zaszczepiłam miłość do czarodziejskiego świata Harry'ego mojej córce. 
Kiedy i ona dołączyła do miłośników Hogwartu, z zazdrością patrzyła na egzemplarz "Proroka codziennego", jaki mam z premiery jednego z tomów. Żałowała, że nie miała okazji wziąć udziału w takim wydarzeniu.

Aż tu nagle kilka mięsiecy temu na miłośników serii spadł gorący news: będzie ósma cześć, będzie sztuka teatralna, będzie możliwość poznania dalszych losów Harry'ego, Rona, Hermiony, Draco i innych!
Po ostudzeniu pierwszych emocji okazało się, że to nie będzie ósmy tom, a scenariusz sztuki teatralnej, opowiadającej co się wydarzyło 19 lat po zakończeniu fabuły "Insygniów śmierci".

Być może niektórzy fani poczuli się tym zawiedzeni, ale mimo to wizja publikacji scenariusza w formie książkowej rozpalała do czerwoności. Zaczęło się odliczanie do premiery najpierw anglojęzycznego, potem polskiego wydania.
Publikacja pięknej ilustrowanej wersji oraz reedycja wszystkich tomów w nowych okładkach podkręciły atmosferę wśród dawnych miłośników i przyciągnęły nowych.

Na noc premiery "Harry Potter i przeklęte dziecko" zaplanowano huczne i uroczyste obchody w wielu księgarniach w Polsce.
Bardzo cieszą mnie wszelkie inicjatywy, które promują czytelnictwo i niezmiernie miło patrzy mi się jak rzesze ludzi emocjonują się premierą książki, a nie np. gry komputerowej.

Jednak, gdyby nie moja córka, nie czułabym musu, żeby wybierać się do księgarni w późny piątkowy wieczór. Chyba jestem już na tyle "duża", że uważam, że sobota to też jest dzień odpowiedni na zakupy książkowe. Ba! Nawet niedziela, poniedziałek etc.
Ale mojemu dziecku uczestniczenia w tym wydarzeniu odmówić nie mogłam.

Na początek była wizyta w księgarni, która istnieje od wielu lat, a od jakiegoś czasu działa pod szyldem "Platon", choć jej tradycyjna nazwa, "Warszawianka", nadal funkcjonuje.
Było po godzinie 21-ej, a w księgarni panował ferwor przygotowań do potterowej imprezy. Klientów jeszcze jak na lekarstwo, więc można było spokojnie napatrzyć się na dekoracje szykowane przez pracownice księgarni.

Na centralnej "wyspie" znalazły się takie cudeńka:


Domyślam się, że oprócz gotowych etykiet reszta była dziełem personelu.
Na ladzie stał słój z pięknymi różdżkami, które po bliższym przyjrzeniu się im i rozmowie z jedną ze sprzedawczyń okazały się własnoręcznie przez nią zrobionymi. Tak mnie zaintrygowały, że podpytałam jak można je wykonać. Niestety zapomniałam uwiecznić je na zdjęciu i nie mogę się podzielić ich widokiem z Wami.
Na chętnych czekała gra w Quiditcha stołowego i konkurs wiedzy z książek o Harrym Potterze (gdzieniegdzie bardzo trudny).

Następną atrakcją, tym razem zapewnioną przez Empik, był przejazd z centrum Warszawy oryginalnym, londyńskim autobusem piętrowym wprost na miejsce głównych wydarzeń wieczoru.
Super atrakcja dla małych i dużych, przy czym tych dużych było znacznie więcej ;-).


W Empiku moc atrakcji: znani i lubiani na scenie, pokazy iluzjonistów, cosplayerzy przechadzający się w tłumie i chętnie pozujący do wspólnych zdjęć, makiety peronu 9 i 3/4 oraz ulicy Pokątnej i inne, których pewnie nie miałam okazji dojrzeć. 
Wejście do salonu Empik zamknięte, choć w środku nie brakowało ludzi, a przed nim bardzo długa kolejka oczekujących na rozpoczęcie sprzedaży. Przez witryny można było dojrzeć zakrytą piramidę książek, których strzegła usadzona na szczycie Tiara przydziału w towarzystwie zawieszonych nad nią mioteł.
Oprawa i dekoracje fantastyczne, ale w dzikim tłumie, jaki panował, niemożliwe do pełnego dostrzeżenia i docenienia.


Obserwacje z tego wieczoru wzbudziły we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony cieszyło mnie, że zorganizowano z pompą "centralne obchody", z drugiej trochę zasmuciło, że niemal całe zainteresowanie skumulowało się w jednym miejscu. A to z kolei sprawiło, że frekwencja w mniejszych księgarniach w Warszawie nie była imponująca, a i przyjemność z uczestniczenia w imprezie empikowej dla osób, które nie przepadają za tłumami i wielogodzinnymi kolejkami, była mniejsza.

Moje dziecko samodzielnie i bez żadnych sugestii postanowiło wrócić do małej księgarni i w spokoju, a przede wszystkim szybko, kupić tak wyczekiwaną książkę.
Po północy w księgarni "Warszawianka" nadal było kameralnie. "Harry Potter i przeklęte dziecko" bez przeszkód trafiła w nasze ręce. Oprócz tego córkę czekała miła niespodzianka: za udział w quizie dostała książkę Katarzyny Majgier i piękną pocztówkę z feniksem! Uśmiech na twarzy dziecka od ucha do ucha i nie jedna książka do czytania, a dwie.


Bardzo się cieszę, że wróciliśmy do miejsca startu tej potterowej wyprawy, a możliwość porównania dwóch miejsc premiery dała mi do myślenia o rynku księgarskim. Chciałabym, żeby te mniejsze księgarnie tętniły życiem, by o nich nie zapominano, i odwiedzano je, bo tylko wtedy będą miały rację bytu. Dostrzegam dużą moc takich miejsc i mam nadzieję, że ich kondycja będzie coraz lepsza.

Braliście udział w premierze "Harry Potter i przeklęte dziecko"?
Czy wybraliście się do dużej, sieciowej księgarni czy do małej księgarenki?
A może to wydarzenie Was nie interesowało? 
Jakie są Wasze wrażenia i refleksje? 
Dajcie znać w komentarzach :-).  

P.S. Niebawem recenzja" Harry Potter i przeklęte dziecko". Już teraz Was na nią zapraszam :-). 

16 komentarzy:

  1. Ja jeszcze swojego egzemplarza nie nabyłam, chociaż miałam dostać od swojego mężczyzny. Będę czekać, aż znajdzie się w bibliotece... moze sięgnę... na tę pompę też miałam jechać i nie pojechałam... chyba inaczej widzę święto z Harrym Potterem... nie aż tak huczne i tak wystawne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mężczyzno Moniki, marsz do księgarni ;-).

      Usuń
    2. Akurat książka była już zamówiona... miała być w sobotę... miała być niespodzianką, a ja w sobotę powiedziałam: wiesz, że nie chciałabym tego na razie przeczytać? Poczekam, aż troszkę przycichnie.
      Kurier nie dotarł, chłopak powiedział, co miałam dostać, zrezygnowaliśmy z zamówienia :) Poczekam!

      Usuń
    3. Aaa, rozumiem :-).
      Ja w przypadku wielu książek, wokół których jest duży szum wstrzymuję się z lekturą. I tak na przykład jeszcze nie czytałam Mroza, ale już się powoli do niego zbieram.
      Ale Harry to co innego :-). Ciekawość jakie są dalsze losy jest u mnie spora :-).

      Usuń
  2. Gdybym miała wybierać, też poszłabym do tej małej księgarni żeby uniknąć tłumu. Co do samej ósmej części, to jakoś nie czuję ciągu, żeby przeczytać. Poprzednie przeczytalam cco najmniej dwa razy, obejrzałem ekranizacje, dorastalam na tej historii. I może dlatego uważam, że tam już wszystko zostało powiedziane. Czytać nie zamierzam, ale sztukę bym obejrzała;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czuję ciąg umiarkowany. Byłabym bardziej podekscytowana, gdyby była to pełnowymiarowa fabuła. Ale przeczytam na pewno :-)

      Usuń
  3. Nie mam jeszcze :( moge jedynie w wersji angielskiej gdzies na internetach kupić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę, żeby to się szybko zmieniło :-). I miłej lektury oczywiście :-)

      Usuń
  4. Nie jestem fanką H. Pottera, ale to pewnie z racji wieku, ja zaczytywałam się w Ani z Zielonego Wzgórza, niemniej jednak promocja z wielkim rozmachem, tak wiele atrakcji musiało dodatkowo cieszyć serca fanów tej serii, przyciągając dzikie tłumy ;). W sumie szkoda, że się nie wybrałam z córką ;). Jednak jestem fanką kameralnych księgarni, te sieciowe molochy nie do końca są dla mnie miejscami przyjemnymi, jednak wszelkie duże promocje odbywają się właśnie w takich miejscach. Szkoda, mieszkam w mniejszym mieście, gdzie czytelnictwo chyba bardziej kuleje, niż ma się dobrze, może gdyby w małych księgarniach odbywały się tak szalone promocje, coś zmieniłoby się w tej kwestii...?
    Pozdrawiam serdecznie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham Anię :-). Kilka lat temu zafundowałam sobie powrót do wszystkich tomów.
      Uczestniczyłam w hucznej premierze ze względu na córkę, a moje serce należy do małych, klimatycznych księgarni.

      Usuń
  5. Ja bytłam na premierze w Empiku w Rzeszowie, jednak jakoś ludzie z podkarpacia nie są wielkimi fanami czytelnictwa, więc tłumów nie było, ale był pokaz magii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dobrze, że nie musiałaś rozpychać się łokciami w kolejce po swój egzemplarz ;-).
      Przeczytałaś już?

      Usuń
  6. Nigdy jakoś nie mogłam przekonać się do książek o Harrym Potterze, więc ta też raczej nie dla mnie ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie "Przeklęte dziecko" nie dla Ciebie :-).

      Usuń
  7. Ja jestem w 100% przekonana, że powinna być całkowicie książkowa książka:) I tak czyta się ten scenariusz jak ksiązkę, ale to nie to samo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania co Ty. Też wolałabym książkę, ale lepsze to niż nic ;-)

      Usuń

Dziękuję za wizytę na blogu "Zaczytana do samego rana". Będę bardzo wdzięczna za pozostawienie śladu Twoich odwiedzin. Podziel się swoimi wrażeniami i refleksjami, stosując się do zasad netykiety. Spam oraz treści obraźliwe będą usuwane.